czwartek, 1 czerwca 2017

Trzy kroki do rozwiązania konfliktu

Obejrzyj użyteczny filmik z dr Alvinem de Leon, w którym omawia w prosty sposób metodę trzech kroków, których wykonanie pomaga rozwiązać konflikt programujący.
https://www.youtube.com/watch?v=75-HuNmS4ms


czwartek, 12 maja 2016

Żyj we właściwym rytmie, czyli o co chodzi z tą niedoczynnoscia i nadczynnością tarczycy

Jak pisałam pod koniec grudnia, nie widziałam już sensu zamieszczania kolejnych postów, gdyż dostępność materiałów z zakresu Totalnej Biologii czy Recall Healing jest obecnie o wiele lepsza  niż 8 lat temu. Pojawiły się książki, blogi, kursy, fora, więc dotarcie do informacji nie jest skomplikowane. Jednakże to, co postanowiłam napisać, samo do mnie przyszło znienacka;-),więc postanowiłam się tym podzielić, bo jest to odrobinę inne spojrzenie na dość dobrze już opisane choroby tarczycy. Wszystko, co do tej pory zostało odkryte i omówione w związku z nimi jest, jak najbardziej aktualne i można się w tym odnaleźć. Ja chciałam zwrócić tylko uwagę na pewien aspekt.
Tarczyca jest związana z rytmem, właściwym rytmem życia, wykonywania obowiązków, załatwiania spraw, funkcjonowania w świecie. Chodzi o dobry rytm. Ani za szybki, ani za wolny. Odpowiedni. 
Może należysz do osób, które szybko wykonują swoje obowiązki, robią kilka rzeczy na raz i wydaje im się, że doskonale wszystko ogarniają, a potem okazuje się, że w tym, co robiłeś/robiłaś są niedociągnięcia, usterki, braki, błędy - niby drobne, ale jednak błędy. Rodzi się u Ciebie ogromny stres. Twój obraz doskonałego, bezbłędnego pracownika, rodzica, człowieka zostaje zaburzony. Nie wyciągasz jednak  wniosków. Nie zmieniasz strategii działania. Wciąż robisz wiele rzeczy i szybko. Błędów pojawia się więcej lub są większego kalibru, a Ty dalej nie rozumiesz związku, podczas gdy Twoje zaufanie do samego/samej siebie maleje, a poczucie własnej wartości spada na łeb, na szyję. I wtedy twardogłowy człowieku;-), Twój mózg automatyczny włączy idealne rozwiązanie, aby Cię zatrzymać i ustrzec przed dalszymi błędami i cierpieniem z tym związanym. Włączy niedoczynność tarczycy - staniesz się powolny, ospały, nie masz siły, szybko się męczysz, więc i swoje obowiązki wykonujesz wolniej i dokładniej. Sprawdzasz i weryfikujesz swoje działania po kilka razy. Jeśli dodatkowo w Twoim rodzie były osoby, które działały w podobny jak Ty wcześniej sposób lub jeśli na skutek czyjegoś pośpiechu zdarzył się wypadek lub inny niefart, to wtedy Twoja niedoczynność jest strategią przetrwania organizmu.
Dobra wiadomość jest taka, że jeśli uświadomisz sobie to wszystko, dotrze to do Ciebie na poziomie ciała, przyjmiesz lekcję zaserwowaną Ci przez własny mózg, to niejako automatycznie wrócisz do właściwego rytmu życia, pracy i zdrowia. Nie będziesz już potrzebował/potrzebowała niedoczynności, żeby robić rzeczy wolniej, dokładniej, znajdować czas na odpoczynek i relaks.

Jeśli masz odwrotnie - robisz rzeczy powoli, zwlekasz, odkładasz, a potem cierpisz z powodu nagromadzenia spraw do załatwienia, konsekwencji zawalenia terminów, presji wewnętrznej i zewnętrznej, poczucia, że niczego nie potrafisz robić na czas, dewaluacji, to jeśli nie znajdziesz rozwiązania psychologicznego lub praktycznego, Twój mózg automatyczny wyśle Ci koło ratunkowe  w postaci nadczynności tarczycy, by Cię "ożywić", przyspieszyć, pobudzić, "dać kopa w tyłek". Jeśli w historii Twojego rodu odnajdujesz opowieści, jak ktoś coś zaniedbał z powodu spóźnienia, zwlekania z załatwieniem czegoś, to reakcja organizmu jest tym bardziej uzasadniona i na miejscu.

Pamiętajcie zatem - w obu przypadkach - właściwy rytm i równowaga nas uratuje:-).


piątek, 18 grudnia 2015

Czy wszystko już zostało powiedziane?


Długa przerwa od mojego poprzedniego postu. Cóż, im mniej mnie w sieci, tym więcej w pracy z ludźmi w realu.
Poza tym, teraz, gdy na rynku i w internecie pojawiła się spora ilość publikacji związanych z Recall Healing, Totalną Biologią, Germańską Medycyną i pochodnych, nie widzę większego sensu w powielaniu informacji, które się w nich znajdują. Od nowego roku pomyślę nad nową formułą bloga. Może będą to opisy rzeczywistych "przypadków", a może jeszcze coś innego. Zostawiam to na czas około świąteczny do inkubacji:-).

Tymczasem, pragnę w kilku zdaniach podsumować to, co wydaje mi się podstawowe przy dochodzeniu do zdrowia z zastosowaniem wymienionych metod.
1. Gdy zachorujesz, zastanów się, co takiego wydarzyło się w Twoim życiu na krótko przed chorobą. Co zaszło? Jakie przeżywałeś emocje? Nie sugeruj się innymi, nie sugeruj się lekturą dostępnych źródeł! Ważne jest, czego TY doświadczałeś i jakie emocje przeżywałeś?
2. Następnie przypomnij sobie, czy podobne emocje pojawiały się już wcześniej w Twoim życiu? Kiedy? W jakich sytuacjach? W jakich okolicznościach? Bądź tak precyzyjny, jak to tylko możliwe. Sprawdź, czy jest jakaś regularność w tych zdarzeniach i przeżyciach.
3. Dowiedz się co przeżywali Twoi Rodzice, gdy Mama była z Tobą w ciąży? Jak im się układało? Co ich martwiło? Jak przebiegał poród?
4. Poszukaj, czy w historii Twojego rodu były osoby, które cierpiały na podobną chorobę? Jaka jest ich historia? Jakie były losy Twoich przodków? 
Podczas konsultacji wszystkie te wspomnienia mogą okazać się kluczowe dla przebiegu Twojego zdrowienia.

Pamiętaj też, że biologia wywodzi się z greckich słów bio (żywy) i logos (słowo). Gdy chorujesz, to na poziomie biologicznym w jakimś aspekcie przestajesz być żywy. Powstaje pewna pustka. Choroba jest pustką, którą spowodowało jakieś słowo (wypowiedziane lub nie, pomyślane, usłyszane, zobaczone), związane z doświadczoną emocją. I słowo to ma również moc sprawczą, wyzwalającą. Gdy je wyciągniesz z podświadomości, gdy odpowiesz sobie na pytanie: co jest moją pustką? Po czym jest ta pustka? przypomnisz sobie zepchnięte głęboko emocje i wrócisz do żywych. 

I tego Ci życzę z całego serca!

Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!


czwartek, 22 października 2015

O co chodzi z tą świadomością?

Według Biologii Totalnej ŚWIADOMOŚĆ TO NIE JEST MYŚL! 
To jest rodzaj pewności, obecności w danej chwili, przenikającej nasze jestestwo wiedzy. 
To jest bycie obecnym i żywym w każdej chwili.
Żeby stać się świadomym, najpierw muszę sobie uświadomić, że tej świadomości nie posiadam.
Gdy choruję, to nie widzę, nie jestem świadomy tego fragmentu rzeczywistości, który stoi za chorobą. 
Tam często kryje się nasza interpretacja rzeczywistości, za którą idą emocje składające się na głębokie wewnętrzne odczucie programujące chorobę. Jesteśmy chorzy, bo w jakiś sposób objaśniamy rzeczywistość, zamiast ją przeżywać. Dodatkowo, jak już wiecie, sprawę komplikuje fakt, że nasza teraźniejszość zależy od przeszłości naszych przodków, od tego czego i w jaki sposób doświadczali. Aby dojść do świadomości musimy wyjść z uwarunkowań zakodowanych w biologii naszych organizmów, uwarunkowań religijnych, społecznych, sztywnych przekonań i nawykowych działań.
W dwóch wcześniejszych postach pisałam o odkrywaniu najgłębszego wewnętrznego odczucia (Oko cyklonu i Najciszej jest w oku tornada), co pozwala osiągnąć stan większej świadomości, kontaktu z dominującym konglomeratem emocji. Rzecz w tym, że, jak wskazuje Gerard Athias w swych najnowszych odkryciach, to jest również pewien rodzaj interpretacji. Aby dojść do świadomości w czystej postaci, sugeruje on, aby sprowadzić to najgłębsze wewnętrzne odczucie do sumy emocji podstawowych i w każdym z elementów pobyć oddzielnie. W ten sposób staniemy się obecni, Świadomi. Zdrowi.
Te sześć emocji to:
- gniew
- radość
- obrzydzenie
- smutek
- strach
- zaskoczenie 
Według Gerarda Athias'a każde z odczuć da się w ten sposób rozłożyć na czynniki pierwsze. Np., gdy mówimy o konflikcie porzucenia, to u swojego źródła może się on składać ze smutku + gniewu. Gdy odkryjemy z jakich składowych jest zbudowane nasze odczucie, pozwoli to nam zlokalizować w ciele ich obecność i doświadczyć ich z tego poziomu. A to ma MOC uzdrawiającą.
Nie ma przepisu mówiącego, że dane odczucie (czy dany "konflikt) ma takie a nie inne składowe. Każdy z nas musi je odkryć sam dla siebie. To jest właśnie dochodzenie do  ŚWIADOMOŚCI.





niedziela, 27 września 2015

Pionowy upadek a SM

Według Clauda Sabbah, stwardnienie rozsiane jest złożoną chorobą, u podłoża której leżą trzy równoczesne konflikty: tzw. pionowy upadek + obniżone poczucie własnej wartości + konflikt pochodzący z okresu plan cel o wydźwięku: "Zostałem poczęty, by zatrzymać partnera w domu".
Ogromna liczba przypadków zachorowania na SM dotyczyła uczestników Wojny Wietnamskiej, którzy zeskakiwali z samolotów wojskowych z wysokości 4 metrów prosto w śmiertelne niebezpieczeństwo.
Jako, że choroba oznacza strach z wyczekiwaniem przed tym co ma się zdarzyć, poczucie, że nie ma ucieczki, nie ma wyjścia, jeden krok dalej i spadnę w przepaść, stres jest tak wielki, że mózg znajduje rozwiązanie, następuje blokada niektórych funkcji organizmu, paraliż, unieruchomienie osoby w miejscu.
To może być rzeczywisty lub wyobrażony konflikt danej osoby lub komórkowa pamięć stresu któregoś z przodków.
Wszystkie choroby oddziałujące na nerwy mają wydźwięk lęku, strachu, wyczekiwania. co złego może się zdarzyć, choć samo działanie nie miało jeszcze miejsca. Biologicznym odpowiednikiem jest zatrzymanie przekazu sensorycznego, impulsu nerwowego zanim dotrze on do mięśnia.
Konfliktowi pionowego upadku towarzyszy obniżenie poczucia własnej wartości związane ze strachem, który przeżywam, przeżyłem lub przeżył ktoś w rodzie oraz pamięć z tzw. okresu plan/cel mówiąca o tym, że któreś z rodziców doświadczało wtedy jakiegoś rodzaju lęku o partnera i poczęte dziecko miało stać się kotwicą, która zatrzyma go w domu.
Jak podają twórcy RH w większości przypadków z ich praktyki taki był właśnie program powstania objawów stwardnienia rozsianego u ich pacjentów.
Jednakże warto rozważyć również poniższe konflikty, do których dotarli pacjenci, pracujący ze swoją chorobą:
- trudność w akceptowaniu reguł i ograniczeń w dzieciństwie,
- zabranianie dziecku dorastania i wyrażania opinii,
- wspomnienie gwałtu,
- wspomnienie przywłaszczenia korespondencji w historii rodziny,
- utknięcie i realizacja życiowego planu, który należy do kogoś innego,
- brak kontaktu z ojcem.
Pamiętajmy, że wszystkie konflikty mogą mieć charakter rzeczywisty, symboliczny, wirtualny i wyobrażony.
Konfliktów szukamy w swoim życiu, okresie plan/cel i historii przodków.
Np.: ktoś spadł ze schodów, zasłabł i się przewrócił, ktoś sądzi, że w oczach miłości swojego życia spadł do "0", a do tego jego poczucie własnej wartości również spadło na łeb, na szyję, bo np. upadając naraził kogoś na niebezpieczeństwo, a do tego realizuje projekt urodzeniowy jednego lub obojga z rodziców i SM gotowe.
Wyleczenie się ze stwardnienia rozsianego jest jak skok w przepaść, pokonanie tych nagromadzonych strachów, wyrwanie się z paraliżu i niespełnienia.

wtorek, 8 września 2015

Czy samemu można dotrzeć do sedna konfliktu?

Chorujemy, bo jesteśmy nieświadomi tej części w nas, która sprowadziła konflikt do postaci biologicznej. Mózg automatyczny ukrył w ciele to, co najbardziej bolesne. Jeśli porwiemy się na samodzielne poszukiwania tych zamrożonych informacji, będziemy szukać we wszystkich obszarach, o których wiemy, gdzie coś nam świta, gdzie pojawia się jakieś blada pojęcie, a to jest wciąż tym, co znamy. Chodzimy po utartych ścieżkach, odgrzebujemy rzeczy i zdarzenia, do których możemy sięgnąć świadomością. A to nie tam powinniśmy iść! Cały "myk" jest w tym, że choroby, wzorce zachowań i inne manifestacje są aktywowane przez "zapomniane" odczucia. Dlatego "terapeutyzowanie" samego siebie jest trudne.


Zdrowiejemy, gdy sobie uświadamiamy, gdy docieramy do najgłębszego odczucia doświadczonego w trakcie sytuacji konfliktowej. By tam dotrzeć potrzebujemy drugiego człowieka (terapeuty, przyjaciela, małżonka, księdza, barmana), który z nami porozmawia, zada pytanie, które pchnie nas na zapomniane ścieżki, uświadomi emocje, które przejawiamy, odczucia, których nie jesteśmy świadomi, połączy z zapomnianym elementem naszego jestestwa. Dopiero, gdy zostaniemy popchnięci we właściwym kierunku, możemy próbować odnaleźć właściwą drogę.

Terapeuta jest o tyle skuteczniejszy od zwykłego interlokutora, że wie jakie zdać pytanie, aby szybko skierować poszukującego do strefy wyparcia. Wie, jak ustawić "lustro", aby ukazać nam wszystkich przodków, którzy się za nim ukryli, a za którymi podążamy nieświadomie powtarzając ich los. Posiada wiedzę, empatię, umiejętność słuchania, zrozumienie w jaki sposób odczucia manifestują się w ciele. Potrafi wytłumaczyć, jaką rolę ma choroba, co ją uruchamia, a co sprawia, że znika. Prowadzi poszukiwacza na linii życia od konfliktu wywołującego w stronę programującego, by definitywnie usunąć mechanizm chorobotwórczy. Pomaga uporać się z emocjami, które wypływają na powierzchnię w trakcie poszukiwań. Uczy domykać cały proces i zamieniać stary program na nowy, bardziej użyteczny.

Dlatego na początku drogi dobrze jest skorzystać z czyjejś pomocy, zdobyć rozeznanie, obrać właściwy kierunek, a potem, wedle uznania, podążać do ukrytego wspomnienia samodzielnie lub korzystając z doświadczonego przewodnika.

środa, 19 sierpnia 2015

Jak pracujemy z biologicznymi komórkowymi cyklami pamięciowymi?

Jeśli ważne zdarzenie, przeżycie, konflikt nie zostanie rozwiązany może spowodować pojawienie się całej lawiny kolejnych zdarzeń. I to na przestrzeni całego rodu. Problem albo identyczne zabarwienie emocjonalne może wrócić nawet po wielu latach. Jeśli dziecko nie rozwiąże konfliktu z wieku 5 lat, może znów go doświadczyć mając 10, 15, 20 lat i tak do skutku, czyli rozwiązania konfliktu. Co więcej, jego konflikt przeżywany w wieku lat pięciu może być tak naprawdę nie przepracowanym konfliktem matki, gdy była w 5 miesiącu ciąży. W Totalnej Biologii większość pracy ogniskuje się na analizie takich właśnie cykli. Wykorzystujemy tu odkrycia Marca Frechet'a, który wprowadził pojęcie biologicznych komórkowych cykli pamięciowych. Rozpoczynamy od najświeższego zdarzenia (konfliktu aktywującego chorobę) i cofamy się w przemyślanych odstępach do najstarszego (konfliktu programującego). Dzięki uprzejmości Nikodema, który przystąpił ze mną do pracy nad sobą i opisał wszystko na swoim blogu, możesz się zapoznać z przebiegiem takiego procesu. Jest to, co prawda zapis nie samej konsultacji, ale dalszej pracy, która odbywała się już w oparciu o korespondencję mail'ową, ale bardzo dobrze obrazuje, co takiego się wydarza podczas sesji. Zapis procesu znajdziesz tutaj: Powietrze i przestrzeń